Joanna Pollakówna „Weneckie tęsknoty”
JAN ZIELIŃSKI

Image Joanna Pollakówna, „Weneckie tęsknoty. O malarstwie i malarzach renesansu”. Warszawa, W. A. B., 2003, s. 216 + il.


Radzę czytać tę książkę w innej kolejności, niż została napisana. Rozpocząć lekturę od szkicu ostatniego, Głód nieśmiertelności, który powstał najpóźniej, w marcu roku 2002, na parę miesięcy przed śmiercią autorki. Zaczyna się ten esej od wielce niepodręcznikowej, zupełnie własnej definicji renesansu:„Odrodzenie — to czas, gdy człowiek powierzył siebie pamięci. Pamięć ocalić miała przemijalne ludzkie istnienie, które wówczas, gdy spodziewano się wskrzesić chwałę starożytnych, zyskało wartość najwyższą. Był to czas, kiedy bezimienna rzesza rozsypała się nagle w zbiorowość pojedynczych ludzi, z których każdy w swojej, raz na wieczność zrodzonej osobności godny był i pożądał przedłużenia losu poza granicę śmierci, jakiejś projekcji w przyszłość”.
Takie otwarcie zapowiada to, co spełniają Weneckie tęsknoty. Pamięć ujrzanych obrazów czy może ściślej: pamięć zachwytu, jaki wzbudziły, podsyconą i pogłębioną lekturami. Pamięć, która ocala. Dalej: swoisty kult pojedynczości. Te eseje nie mówią o renesansowym malarstwie weneckim jako zamkniętym rozdziale w historii sztuki. One mówią o kilku poszczególnych malarzach, czynnych w okresie odrodzenia w Wenecji i w okolicach. Podejmują z nimi dialog, tropią ich odbicia w lustrach, wnikają w ich intencje, nawet w targające nimi namiętności. I wreszcie przedłużenie losu, przekroczenie granicy śmierci, projekcja w przyszłość. Definiując w tych kategoriach odrodzenie — w obliczu zbliżającego się nieuchronnie własnego kresu — Joanna Pollakówna sama przedłużała swój los, przekraczała granicę i dokonywała projekcji. Książką Weneckie tęsknoty, do której esej Głód nieśmiertelności stanowi, w moim przekonaniu, faktyczne wprowadzenie.
Obrazy przywołane w eseju końcowym to często dzieła mistrzów, którzy są bohaterami poszczególnych rozdziałów książki. W ten sposób portret młodego człowieka Giorgiona z berlińskiego muzeum Dahlem wprowadza do rozdziału Powaga i nędze starości, autoportret i kilka portretów „znakomitego malarza z Brescii”, Savolda, odsyłają do rozdziału Poszukiwacz, zaś uwagi na temat portretów zaprzyjaźnionego w okresie weneckim z Savoldem Lorenza Lotto — do najobszerniejszego tej książki rozdziału, zatytułowanego Niepokój.


 

 

login

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasła?
Nie masz konta? Załóż je

 
 
Zapisz się na newsletter ZL: