Magdalena Grochowska „Strzelecki. Śladem nadziei”
BARBARA TORUŃCZYK

Image Magdalena Grochowska, „Strzelecki. Śladem nadziei”. Seria „Autorytety”. Warszawa, Świat Książki, 2014, indeks osób i in., fotografie.

Autorka, znana i ceniona z niestrudzonej pracy archiwistki i reporterki oraz zdumiewającego talentu portrecistki cieniującej ludzkie charaktery i ich wplątanie w historię, kreśli sylwetkę Jana Strzeleckiego. Tym razem w centrum jej stałego zainteresowania losem polskiej inteligencji XX wieku jest lewica socjalistyczna. Strzelecki — socjalista z miłości do ludzi, obdarzony darem litości i współczucia, w swoich odruchach moralnych chrześcijanin z epoki ewangelistów (bo są dla niego równie naturalne, co domagające się spisania i intelektualnego ujęcia, a także urzeczywistnienia własnym sposobem życia i walki) — tworzy most łączący socjalizm z personalizmem rozkwitającym na Zachodzie i w krajowych oazach światłego katolicyzmu.Z myśli Stanisława Brzozowskiego, przeżytej dogłębnie, czerpie nakaz poświadczania poglądów czynem. Podczas okupacji w podziemiu, żołnierz Socjalistycznej Organizacji Bojowej podległej Armii Krajowej, jednocześnie od 1941 w samokształceniowej grupie niezależnych niekomunistycznych socjalistów, akolitów przedwojennego Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej. Od stycznia 1942 wydają pismo ,,Płomienie”, od końca 1943 — również bardziej literacką ,,Drogę”. Politycznie związani z PPS WRN. Dyskutują, kształcą się na nielegalnych kompletach uniwersyteckich, publikują, walczą. I kolejno giną, ostatni z nich w powstaniu warszawskim. Te przejścia naznaczą Strzeleckiego na zawsze. W portfelu stale będzie nosił fotografie poległych przyjaciół — swojej pierwszej miłości Ewy Matuszewskiej, Karola Lipińskiego, Ewy i Janka Pohoskich oraz Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.
Odtąd będzie unikał konfrontacji z nagą siłą. Będzie wierzył w możliwość porozumienia w świecie nasyconym wartościami. Można go uznać za twórcę lewicowej rewizji metody rewolucji i przemocy. Za ojca szkoły dialogu i negocjacji, poszukującej rozwiązań pośrednich. Za prekursora metody przeciwstawiania się opresji dyktatury drogą ewolucji i wierności wartościom. Propozycje te tuż po wojnie zawarł w programie ,,socjalizmu humanistycznego”.
Ujęcie Grochowskiej jest barwne, żywe, ujmuje wielostronnością spojrzenia i głębokim rozumieniem bohatera. W trakcie lektury pozostawałam pod wrażeniem trafnego doboru rozmówców, gdy chodziło o sprawy historii i polityki. Podziwiałam przenikliwe charakterystyki Strzeleckiego, jego przekonań i poczynań w ujęciu Jerzego Jedlickiego, Adama Michnika, Andrzeja Mencwela, Krzysztofa Pomiana. Strzeleckiego rozpoznajemy takim, jakim był dla nas, którzyśmy go znali. W książce Grochowskiej zachowuje cały swój wdzięk, delikatność, powagę podejścia do życia, jak i imperatyw mierzenia się z nim. A także uważny, przepełniony szacunkiem, sympatią i zaciekawieniem stosunek do ludzi, niezależnie od tego, jakie poglądy reprezentowali i skąd się wywodzili. Również dramatyzm losu człowieka wrzucanego przez wewnętrzny nakaz odpowiedzialności i zaangażowania w sytuacje, z których nie było dobrego wyjścia. Pokładał nadzieję w sile międzyludzkich więzi, wierzył, że nieludzkiemu światu można przeciwstawić wiarę w socjalizm jako projekt etyczny, wsparty na humanistycznych wartościach.
Książki Grochowskiej nie czytałam bez zastrzeżeń. Zastanawiałam się, do jakiego stopnia problemy filozoficzne można referować metodą reportażu. Nie wciągały mnie rozdziały dotyczące francuskich personalistów (kiedyś się tym interesowałam), jakby Grochowską przy streszczaniu ich poglądów zawiodła przyjęta metoda. Przez większość książki opis sylwetki Kołakowskiego wydawał mi się schematyczny. Dopiero w ostatnim rozdziale rozległy się tony głębokie i w zasadzie autorka mogłaby się do tego ograniczyć, gdyż kontrastowanie ewolucji postawy i poglądów Strzeleckiego ewolucją tychże u Kołakowskiego nie przekonywało, zwłaszcza, że można to było uznać, ze strony autorki, za sugestię dialogu, którego przecież nie było, przynajmniej w zakresie filozofii Kołakowskiego. Zwłaszcza jeśli chodzi o problem religii i religijności, odniosłam wrażenie, iż autorka źle sobie dobrała rozmówców, raziła mnie prostota ich osądów i jej niezrozumienie, że zarzuty krańcowych racjonalistów, jak Bohdan Chwedeńczuk, Barbara Stanosz po prostu nie trafiają w „sedno” ewolucji Kołakowskiego, jego problematyki nie wychwytują i dalece ją upraszczają. Andrzej Walicki, który zawsze wygłasza inspirujące sądy, chyba był za mało ,,drążony” przez Grochowską. Dziwiło mnie, że pisząc o Kołakowskim i jego stosunku do religii, autorka nie powołała się na tekst o Brzozowskim (wspomina go tylko Walicki).
Jednym słowem, na moje wrażenia z lektury padł cień podejrzenia, że autorką kierowały własne przekonania na temat czasów najnowszych, stalinizmu, religijności itp. W szczególności w odniesieniu do Kołakowskie- go jakby dopiero pod koniec pięcioletniej pracy nad książką pojęła, że „punkt dojścia”, który stara się uchwycić i scharakteryzować, może być otwarciem. Zresztą nie wiem, czy mogę się na ten temat wypowiadać, bo nam wszystkim jeszcze trudno o tym cokolwiek sądzić, jedynie Timothy Snyder stwierdził: żyjemy w czasach przełomu myśli racjonalistycznej; uniwersalizm spod znaków rewolucji francuskiej ustępuje — i powinien ustąpić — uniwersalizmowi spod znaku filozofii Leszka Kołakowskiego.
Największą zagadką pozostaje wszakże dla mnie, jak można nie dostrzegać książki Magdaleny Grochowskiej. Mam tu na myśli niezwykle skąpe recenzje tej książce poświęcone i brak dyskusji o niej. Grochowska obrała najtrudniejszą drogę i recenzenci słusznie podkreślają jej odwagę. Książka liczy 638 stron, zawiera bibliografię, na którą składają się źródła archiwalne, wywiady autorki, jej rozmowy telefoniczne, korespondencja, filmy, konferencje, debaty, wykłady, artykuły z „Płomieni”, książki i arty- kuły Strzeleckiego, poświęcone mu publikacje, a ponadto indeks osób, indeks rzeczowy, zestawienie pt. Kluczowe pojęcia w myśli Jana Strzeleckiego oraz spis artykułów Strzeleckiego i Kołakowskiego wykorzystanych w książce. Chodzi więc o odwagę podjęcia trudnej problematyki w wyczerpujący i wszechstronny sposób, co z wielką samowiedzą precyzuje autorka: „Napisałam [tę książkę], by z postaw okresu PRL-u wydobyć odcienie szarości, wbrew dzisiejszym upodobaniom do krzywdzących kontrastów w obrazie tamtego świata i wbrew skłonnościom do potępień. Los Strzeleckiego skupia dramatyczne wątki historii Polski w XX wieku, spośród których rozprawa z lewicą socjalistyczną należy do kluczowych. Opisując ten proces pragnęłam odsłonić pasma biografii niesłusznie zapomnianych”. Książka (jak na razie) nie wywołała echa. Staje się to dzisiaj udziałem autorów ujęć wielostronnych, najbardziej indywidualnych i zniuansowanych, o niezaprzeczalnej wartości. Magdalenie Grochowskiej należy życzyć siły, uporu i odporności na to prawdziwie dojmujące doświadczenie.
Sądzę wszak, że mimo milczenia prasy i akademików, lewicy i socjalizujących liberałów, postać Strzeleckiego w ujęciu Grochowskiej może przyciągnąć licznych czytelników w wielu rozmaitych sferach — postrewizjonistycznych, kościelnych, katolickich, postkomunistycznych, dysydenckich. Polski Walczącej i tej spod znaku Nowego Ewolucjonizmu czy też pracy pozytywnej. Wielkość i znaczenie tej książki pokaże czas. Ma ona szanse odradzania się w przyszłości na wielu zakrętach historii, których nawet nie potrafimy teraz przewidzieć. Dla czytelników w krajach wschodnioeuropejskich, a także we wszystkich unowocześniających się krajach poszukujących drogi wyjścia spod rodzimej lub obcej dyktatury, powinna się stać lekturą zalecaną.
Na pytanie zaś Magdaleny Grochowskiej o aktualność postawy Jana Strzeleckiego i jego wskazań, odpowiedziałam w książce: „Polska myśl polityczna zatraciła samoświadomość moralną, o którą upominał się Strzelecki. Żyjemy w wielkiej zapaści myśli humanistycznej. Dzisiejsi młodzi intelektualiści mówią: «To nie jest nowe, to jest do wyrzucenia». Negują ciągłość tradycji. Bo oni chcą walczyć. Pojawił się typ młodego doktrynera, który z neoficką wiarą na nowo wprowadza podziały: my, oni. Sądzę, że jeśli nie wróci klimat myśli Strzeleckiego — bardziej łagodny, oparty na ciągłości i niebudowaniu frontów — nastąpi wielka katastrofa kulturalna.
Kapitalizm, z jego brutalnymi mechanizmami, wymaga regulatora w postaci myśli ideowej, która by mówiła o szlachetniejszym, bardziej ludzkim ładzie. Dlatego socjalizm będzie przypominany. Potrzebne jest opowiedzenie się za pewnymi wartościami, bez nich ani kapitalizm nie będzie się rozwijał, ani polska alternatywa socjalistyczna nie powstanie. Potrzebna jest tradycja intelektualna, która pomoże ujrzeć w lewicowości nie tylko to, co skompromitowane, odczytać ją na nowo, bez uprzedzeń. Tymczasem żyjemy jak w wyrwie, wciąż pod pręgierzem rozliczania...
A przecież marksizm był wielką alternatywą, gdy stawiał pytania o człowieka, który źle się czuje w pewnej formie ładu społecznego, gdy mówił o alienacji, o wolności. Te pytania dotyczą także ładu, który myśmy zbudowali. Potrzebny jest jakiś nowy «Balcerowicz», który będzie umiał mówić do ludzi inaczej niż w racjonalnych kategoriach ekonomicznych. Bo ekonomia jest bardzo mizerną filozofią ludzką, ograniczającą ludzkie aspiracje. Kiedy więc wreszcie przyjdzie postawić pytanie, dlaczego my się czujemy źle w tym ładzie ekonomicznym, wtedy Strzelecki dostarczy kategorii humanistycznych, których brak odczuwamy”.

BARBARA TORUŃCZYK

Fragmenty, całość w Zeszytach Literackich nr 128











 

 

login

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasła?
Nie masz konta? Załóż je

 
 
Zapisz się na newsletter ZL: