TOMASZ FIAŁKOWSKI, Kraków Andrzeja Wajdy



ImageKraków, kwiecień 1944 roku. Od blisko pięciu lat stolica Generalnego Gubernatorstwa upodabnia się do miast Rzeszy. Na Wawelu rezyduje gubernator Hans Frank, w budynku Akademii Górniczo Hutniczej ma siedzibę rząd GG, w pałacu Pod Baranami — władze Distrikt Krakau, w Collegium Maius — Institut für Deutsche Ostarbeit. Rynek Główny to teraz Adolf Hitler Platz, większość ulic w śródmieściu zmieniła nazwy, getto w Podgórzu zlikwidowano już przed rokiem, na zachodzie rozrasta się dzielnica niemiecka. Klęski na froncie skłoniły wprawdzie okupantów do symbolicznych gestów w stosunku do ludności polskiej — 15 marca operą „Cyrulik sewilski” rozpoczął działalność Teatr Powszechny, który do końca wojny zdąży jeszcze w gmachu Starego Teatru wystawić między innymi „Śluby panieńskie” Fredry oraz „Halkę” Moniuszki — równocześnie jednak trwają łapanki, egzekucje i konfiskaty, a na budynkach publicznych i na jednej z baszt wawelskich wiszą nazistowskie flagi.
Ponure wojenne miasto, urdeutsche Stadt Krakau, powróci wiele lat później w kadrach „Katynia”. Na razie jednak przyszły reżyser tego filmu ma lat osiemnaście, kilka miesięcy wcześniej uciekł z Radomia do Krakowa zagrożony aresztowaniem. Mieszka pod wzgórzem Salwatorskim, w kamienicy nad Rudawą zbudowanej niedługo przed wojną przez stryjów Augustyna (Gustawa) i Wojciecha, pracuje w ich warsztacie ślusarskim. Wyprawa do Rynku jest dla niego niebezpieczna — nie ma przecież dobrych papierów! — któregoś kwietniowego dnia postanawia jednak pójść na wystawę w Sukiennicach. Otwarta 31 marca wystawa sztuki japońskiej z kolekcji Feliksa Jasieńskiego „Mangghi”, ofiarowanej Muzeum Narodowemu, to ukłon Niemców wobec dalekowschodniego sojusznika. „Czyż mógł przeczuwać kiedyś śp. Jasieński, że jego zbiory wyzyskają Niemcy jako swoją własność?” — ubolewa w wojennym dzienniku Edward Kubalski. Dla młodego Andrzeja Wajdy, czytelnika monografii Józefa Czapskiego o Pankiewiczu, marzącego o karierze artystycznej i próbującego swoich sił w rysunku i malarstwie, japońskie drzeworyty okazały się olśnieniem. „Tyle jasności, światła, ładu i poczucia harmonii nie widziałem nigdy wcześniej” — napisze po latach. I uzna, że powinien zwrócić zaciągnięty wtedy dług.

Odsłona druga to rok 1946. Po „małej maturze” w radomskim gimnazjum dwudziestolatek wraca do Krakowa, by zrealizować swoje wojenne marzenie. Składa papiery na krakowską Akademię Sztuk Pięknych i zostaje przyjęty. Immatrykulacja odbyła się 10 października.
Rektorem Akademii jest kolorysta Eugeniusz Eibisch, w gronie profesorskim — Zbigniew Pronaszko, Wacław Taranczewski, Czesław Rzepiński. Wajda trafia do pracowni Zygmunta Radnickiego, potem do Hanny Rudzkiej Cybisowej, należącej przed wojną wraz z ówczesnym mężem Janem Cybisem, Zygmuntem Waliszewskim, Arturem Nachtem, Piotrem Potworowskim i Czapskim do Komitetu Paryskiego, uczy się scenografii u Karola Frycza. Kraków to wtedy centrum artystycznych sporów — obok bardziej zachowawczego środowiska Akademii rozwija się nowy nurt, w którym rolę najważniejszą odgrywa Tadeusz Kantor. W październiku 1946 w Pałacu Sztuki otwarta zostaje wystawa Grupy Młodych Plastyków, a w grudniu 1948, tuż przed oficjalnym zadekretowaniem socrealizmu, wielka ogólnopolska Wystawa Sztuki Nowoczesnej.
Uczestniczy w niej także młodszy o ponad rok od Wajdy Andrzej Wróblewski, największa zapewne indywidualność wśród ówczesnych studentów Akademii i jeden z przywódców buntu przeciw niej, założyciel Grupy Samokształceniowej. Przyjechał do Krakowa z Wilna, podczas wojny — jak Wajda — stracił ojca. Bronisław Wróblewski, wybitny prawnik, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego, zmarł na serce w obecności rodziny podczas rewizji przeprowadzonej w ich mieszkaniu przez gestapo.
Andrzej Wróblewski nie poszedł drogą nowoczesnych, szukał własnej, która pozwoliłaby mu zapisać wojenną traumę, a zarazem nawiązać kontakt z odbiorcą. Wahał się między figuracją a abstrakcją, przez pewien czas zwrócił się ku socrealizmowi, jednak brutalna surowość jego obrazów nie mieściła się w ramach doktryny. W 1949 roku namalował cykl wstrząsających Rozstrzelań, które Wajda do końca uważał za najlepsze jego dzieło. A przyjaźń z Wróblewskim zdecydowała, jak twierdził, o jego dalszych losach. „Być może ta godzina, w której oglądałem pierwsze Rozstrzelanie Wróblewskiego, była najważniejszym momentem w moim życiu. Być może wtedy właśnie zrezygnowałem z malowania, żeby szukać dla siebie innej drogi. Być może wtedy zrozumiałem, że nasze pokolenie jest pokoleniem synów, którzy muszą opowiedzieć los swoich ojców, bo umarli nie mogą już mówić”.
Andrzej Wajda rezygnuje więc z Akademii i przenosi się do łódzkiej szkoły filmowej. Wbrew temu jednak, co wcześniej zacytowałem, nigdy do końca nie zrezygnuje z malowania, a przede wszystkim — ze szkicowania. Pozostawi setki, czy może raczej tysiące portrecików, pejzaży, scenek, szybko kreślonych przy każdej niemal sposobności. Pozostanie też wierny swojemu przyjacielowi i mistrzowi. W lutym 1956 pomoże mu zorganizować pierwszą wystawę indywidualną. Po niespodziewanej śmierci Wróblewskiego, który zginął w marcu 1957 podczas wyprawy w Tatry, przygotuje wraz z kolegami jego wystawę pośmiertną, a dziesięć lat później włączy sekwencję pokazującą płótna Wróblewskiego do swojego najbardziej osobistego filmu — „Wszystko na sprzedaż”. Teraz groby Wróblewskiego i Wajdy na cmentarzu Salwatorskim dzieli niewiele — może kilkadziesiąt metrów.

Kolejny krakowski rozdział biografii Andrzeja Wajdy wiąże się z teatrem — Starym Teatrem. W 1963 roku Zygmunt Hübner na inaugurację swojej dyrekcji zaprosił Wajdę do realizacji „Wesela”. „W tej pierwszej konfrontacji z arcydramatem — pisze Tadeusz Lubelski — Wajda wypróbował wiele pomysłów, które na razie nie wypaliły do końca, ale rozwinięte, w pełni wybrzmią dopiero po dziewięciu latach w jego filmie”. Siedem lat później Wajda wraca do Starego — już pod nową dyrekcją Jana Pawła Gawlika — by stworzyć tam najwspanialsze swoje dzieło w teatrze: Biesy według Fiodora Dostojewskiego.
Przedstawienie, które miało premierę 29 kwietnia 1971 roku, obrosło legendą. Najpierw pierwsza próba, podczas której aktor obsadzony w roli Kiryłowa wstał i roztrzęsionym głosem odczytał protest przeciw... antypolskiej działalności politycznej reżysera. Aktor związany był z działającym wtedy w Krakowie teatrem eref 66 Ryszarda Filipskiego, a Filipski — z partyjno narodową frakcją Mieczysława Moczara, zwalczającą konsekwentnie twórcę filmowych „Popiołów”. Protestujący, dodajmy, zdecydował się jednak zagrać w spektaklu i stworzył tam piękną rolę.
Nim jednak doszło do premiery, pokonać trzeba było kolejne przeszkody. Przede wszystkim — brak ostatecznego tekstu, bowiem do adaptacji Alberta Camusa Wajda dodawał wciąż nowe dialogi i szczegóły z powieści. „Chaos, jaki się wytworzył, doprowadzał wszystkich do rozpaczy — wspominał potem. — Jan Nowicki, zapytany przez Krystynę Zachwatowicz, dlaczego nie uczy się tekstu, odpowiedział, że zrobi to wtedy, kiedy reżyser nauczy się reżyserować”. Napięcie rosło i osiągnęło kulminację na próbie generalnej, podczas której zmarł Kazimierz Fabisiak grający Tichona...[...]

TOMASZ FIAŁKOWSKI

Fragmenty, całość w Zeszytach Literackich nr 136













Komentarze

Napisz komentarz
Imię:Gość
Tytuł:
Komentarz:

 

 

login

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasła?
Nie masz konta? Załóż je

 
 
Zapisz się na newsletter ZL: