MAREK KARPIŃSKI, Cień Wielkiej Wojny


Wiek tylko w kalendarzu liczy sobie sto lat. Wiek to długi okres w historii, w którym ludzie podobnie rozumują, wyznają podobne wartości, kierują się podobnymi pobudkami. Wyznaczają go wydarzenia, które się nazywa granicznymi, a które lepiej charakteryzują początek i koniec wieku niż zerwanie kartki kalendarzowej z datą 31 grudnia. I tak wiek XIX trwał od końca wojen napoleońskich i kongresu wiedeńskiego do wybuchu I wojny światowej, wiek walców i monarchii. Wiek XX natomiast od tej daty do roku 1990 — rozpadu bloku wschodniego, ZSRR i Jugosławii. Słowem, toczył się, a może zataczał: od Sarajewa — do Sarajewa. Wielka Wojna zajmuje w dziejach Europy miejsce szczególne — cztery lata jej trwania potrafiły całkowicie odmienić nie tylko sposób wojowania, ale także obyczaj. Potrafiły nie tylko zmienić ustroje polityczne, ale także przeorać stosunki społeczne. Historia doznała niebywałego przyspieszenia, i to nie tylko dlatego, że upowszechniły się automobil i aeroplan, lecz dlatego, że przyspieszyły zmiany. Kiedy 7 listopada 1918 rady żołnierskie Monachium zmusiły króla bawarskiego Ludwika III do ucieczki, szef manifestantów Kurt Eisner powiedział chełpliwie: „Wittelsbachowie rządzili Bawarią siedem wieków, a ja wygnałem ich w ciągu siedmiu godzin z pomocą siedmiu ludzi”. Stary porządek padał i rodził się nowy — przebrzmiały walce i upadły trony. Wszystko za sprawą bośniackiego studenta, który 28 czerwca 1914 roku strzelił (i trafił) do arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i uruchomił tym samym „reakcję domina”, wywołując światowy konflikt. A tak było spokojnie i nikt nie spodziewał się takiego rozmiaru zmian. Owszem, były kasandry, które — jak Jan Bloch, autor dzieła „Przyszła wojna pod względem technicznym, ekonomicznym i politycznym” — głosiły, że wojna musi się zakończyć katastrofą, ale ich (jak i tej antycznej wieszczki) nikt nie słuchał.
Profesor Andrzej Chwalba poświęcił temu monografię „Samobójstwo Europy. Wielka Wojna 1914–1918”. Strzały w Sarajewie były wydarzeniem, którego się nikt nie spodziewał, ale już rozpoczęcie konfliktu serbsko austrowęgierskiego było faktem, na który od jakiegoś czasu wszyscy oczekiwali, ale jednak wszystkich zaskoczył. „Wybuch małej partykularnej wojny zadziałał niczym kula śnieżna, uruchamiając lawinę, której żadna siła nie była już w stanie zatrzymać”. Lokalny konflikt przeobraził się w starcie dwu potężnych bloków militarnych. Pięć mocarstw rozpoczęło globalną wojnę, której starano się unikać przez niemal sto lat, i uczyniły to nieomal w setną rocznicę zwołania kongresu wiedeńskiego, którego owocem był pokój Świętego Przymierza. Andrzej Chwalba opisuje przyczyny, które złożyły się na wybuch Wielkiej Wojny. Dalej sprawozdaje zmagania wojenne tak w porządku chronologicznym (od początku do końca), jak i w zależności od typów i okoliczności. Wyróżnia (i opisuje) wiele modeli wojny lądowej: manewrowa, okopowa, alpejska, zimowa. Przywołuje operacje desantowe, zmagania tajnych służb i rolę propagandy. Obserwuje zmiany w uzbrojeniu i wyposażeniu. Nie zapomina o roli zaplecza, szpitali i cmentarzy. Wspomina o jeńcach i dezerterach. Podobnie poddaje analizie wojnę na morzu i zmagania w powietrzu. Nie zapomina też o „wojnie cywili”, która to perspektywa najczęściej umykała szkiełku i oku badaczy. Rozważa rezultaty tego wielkiego starcia tak w planie geograficznym, jak i demograficznym, w obrębie polityki, ekonomii i obyczaju, pyta, jakie przyniosło nowe odkrycia i nowe wyzwania. Słowem, tworzy możliwie najpełniejszy obraz Wielkiej Wojny, a wszystko to na 623 stronach wciągającej i świetnie napisanej lektury (czytaj, kto ciekawy!).
Oddajmy głos autorowi: „Motyw, który łączy poszczególne wątki i narracje, został dosadnie wyrażony przez jednego z francuskich dziennikarzy, który stwierdził, że «EUROPA ZAFUNDOWAŁA SOBIE SAMOBÓJSTWO, CZYLI WOJNĘ ZE STRACHU PRZED ŚMIERCIĄ». Będziemy śledzić jej dzieje, próbując odpowiedzieć na pytanie, w jakim stopniu to zdanie pokrywa się z rzeczywistością, a warto pamiętać, że teza o samobójstwie Europy pojawiała się w czasie wojny i po jej zakończeniu niejednokrotnie”. Samobójstwo jest aktem autodestrukcji prowadzącej do autoanihilacji. Wojna 1914–18 była — zgoda — aktem autodestrukcji, ale nie autoanihilacji. Było to przejście w „innobyt”, w inny sposób istnienia. Larwa nie popełnia samobójstwa, żeby wydać motyla — nie tyle umiera, ile się przekształca. Europa, która wyłoniła się z gazów i dymów Wielkiej Wojny, była też Europą — tyle że inną. Inną na przykład o rolę kobiet. One zajęły miejsca wysłanych na front mężczyzn w fabrykach, kierowały tramwajami, prowadziły parowozy — słowem, jęły wykonywać zajęcia przypisane dotąd innej płci. Po tej zmianie miejsc nie można już było twierdzić, że do pewnych zawodów się nie nadają, że ich domena to tak zwane 3K: kuchnia, kościół i kołyska. Prawa dla kobiet wywalczyły nie tyle brytyjskie sufrażystki łamiące parasolki na kaskach policjantów przed parlamentem, ile — paradoksalnie — ofiary gazów pod Ypres, ostrzału pod Tannenbergiem czy Verdun.
„Samobójstwo Europy” brzmi szczególnie, gdy piszę to wszystko w porze Brexitu, przegranego referendum w Zjednoczonym Królestwie (które staje się coraz mniej zjednoczone). Niektórzy wieszczą wzmocnienie Unii, niektórzy samobójczą śmierć kontynentu europejskiego. Wzbogaca to moją lekturę dzieła Andrzeja Chwalby o specyficzny kontekst. Kontekst zaś (jak chcą niektóre szkoły językoznawcze) potrafi tworzyć znaczenie.
Niedawno obchodziliśmy stulecie wybuchu Wielkiej Wojny — niedługo będziemy świętować setną rocznicę jej zakończenia. Sto lat — szmat czasu. Mimo to uważam ten konflikt jakoś za własny. Kiedy historia staje się osobista? Oczywiście wtedy, kiedyśmy sami jej doświadczyli, ale też wtedy, kiedy dotknęła kogoś z bliskich, kto nam, potomnym, ten dotyk przekazał. Mój ojciec doświadczył Wielkiej Wojny jako chłopiec. Jego ojciec zaś był pułkownikiem i budował drogi i mosty na zapleczu frontu, więc towarzyszyła mu w tym wojennym dziele cała rodzina. Pamiętam opowieści mego taty, ale nie tylko to. W zbiorach rodzinnych znajdowało się dziwne wydawnictwo, potężna zszywka czasopisma „La Guerre Mondial. Bulletin Quotidien Illustré”. Administracja i redakcja: rue de la Dole 11. Genewa. Dziennik ten na ośmiu bogato ilustrowanych fotografiami i mapami kolumnach zdawał sprawę z tego, co też się dzieje zarówno na frontach, jak i na zapleczu (każdej ze stron). Kosztował 5 Fr dla Szwajcarów, a cudzoziemcy płacili o franka drożej. Pewnie ci ostatni byli głównymi prenumeratorami pisma, bo dla wywiadu każdej ze stron było to źródło bezcenne. Paginacja i numeracja były ciągłe, a ja miałem (i mam) od numeru 670 (środa 1 grudnia 1916) str. 5354 do numeru 805 (środa 23 maja 1917) str. 6440. Młodzi chłopcy interesują się wojskiem (i ja się interesowałem, dopóki wojsko nie zainteresowało się mną). Wchłaniałem więc z tych kart po wiele razy Wielką Wojnę — dzień po dniu.

MAREK KARPIŃSKI

Fragmenty, całość w Zeszytach Literackich nr 136












Komentarze

Napisz komentarz
Imię:Gość
Tytuł:
Komentarz:

 

 

login

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasła?
Nie masz konta? Załóż je

 
 
Zapisz się na newsletter ZL: