|
|
|
|
|
Roberto Salvadori "Pasolini i śmierć" |
|
Strona 1 z 3 Pasolini nie umarł. Trzydzieści cztery lata po śmierci jest żywy bardziej niż kiedykolwiek. Martwi są inni włoscy intelektualiści, których przeznaczeniem zdawała się nieśmiertelna sława. Ale jego strategia okazała się zwycięska. Grając z wyprzedzeniem, można decydować o śmierci. Bez czekania na śmierć naturalną. Szukać jej rozmyślnie, nie dając się zaskoczyć. Ustalić kiedy, gdzie, jak pozwolić się zabić, by nadać pełny sens, pożądane znaczenie własnemu życiu. Stracić życie, by wziąć życie we własne ręce. Zniszczyć je, zanim ono cię zniszczy. Tak zrobił Pier Paolo Pasolini. Śmierć jak filmowe final cut. Reżyser wspaniałych obrazów i reżyser własnego życia. Ponieważ pojmował (romantycznie) życie jako dzieło sztuki, jego życie musiało być absolutnym arcydziełem. Arcydziełem życia, które można przerwać w wybranym momencie. Zanim przyjdzie starość. Zanim decyzję podejmie za niego, na ślepo, przypadek. By pozostać tym wiecznie niedorosłym, jakim był zawsze. By przekształcić się w nieśmiertelnego ducha, na przekór ulotnej niedoskonałości literackiej i filmowej pozy. Świadomy tego, zdecydowany, wyraził to tak:
Trzeba zatem koniecznie umrzeć, bo dopóki jesteśmy żywi, brak nam sensu, a język naszego życia (którym się wypowiadamy i do którego przywiązujemy ogromne znaczenie) jest nieprzetłumaczalny: chaos możliwości, nieprzerwane poszukiwanie związków i znaczeń. Śmierć dokonuje błyskawicznego montażu naszego życia: to znaczy wybiera chwile naprawdę znaczące (i których nie mogą już zmienić inne chwile, przeciwne lub bez związku z tamtymi) i ustawia je kolejno, czyniąc z naszej teraźniejszości, nieskończonej, niestabilnej i niepewnej, której z lingwistycznego punktu widzenia nie sposób określić, przeszłość wyrazistą, stabilną i pewną, a zatem dla lingwistyki łatwą do określenia. Tylko dzięki śmierci nasze życie służy do wyrażania nas samych.
Dzięki śmierci, takiej właśnie śmierci, życie Pasoliniego zyskało sens, nabrało dla nas ściśle określonego znaczenia, które on sam w sposób niezrównany, jak prawdziwy artysta, postanowił mu nadać. W nocy z 1 na 2 listopada 1975 Pasolini nie został zamordowany ani nie popełnił samobójstwa. Tamtej nocy Pasolini dał się zabić - aby nie umrzeć. Pasolini poświęcił sam siebie pociągnięciem zgoła magicznym. Był mistrzem magii. Przekształcania, na granicy między fikcją a rzeczywistością, osób w postaci i - sztuka jeszcze bardziej magiczna - postaci w osoby. Najbardziej niezwykłe przypadki‑klucze dotyczą figur, które w jego życiu odegrały decydującą rolę: tej, która mu życie dała, i tej, która zadała mu śmierć.
Start Poprzednia 1 2 3 Następna Ostatnia |
|
|
|
 |