prof. ELEASAR J. FEUERMAN
List do Redakcji

Spalona synagoga we Lwowie. Listopad 1918 r. Domena publiczna

Na temat wydarzeń lat 1918-39 pisał także prof. Eleasar J. Feuerman w liście do redakcji „Zeszytów Literackich”.
Przytaczamy go: 


Ponieważ list Pani z 22 I 1992 otrzymałem z tak dużym spóźnieniem, wysłałem odpowiedź natychmiast (mam nadzieję, że dotarła do Pani na czas [ogłoszona  w „ZL” 1992 nr 2/38 – przyp. red.). Wyjaśniłem sprawę numerus clausus, który istniał już od dawna, a nie dopiero od 1938 r. (notabene oczywiście nie tylko we Lwowie, ale na wszystkich uniwersytetach w Polsce). Po ponownym przeczytaniu Pani listu przyszło mi na myśl, że może powodem nieporozumienia było, że w latach 1937-38 rzeczywiście wprowadzono na uczelniach w Polsce dyskryminację Żydów, ale nie „numerus clausus”, który już istniał, lecz nową, dodatkową, a mianowicie tzw. „getto ławkowe”. Zarządzenie to było rzekomo dyktowane troską o „spokój na uczelniach”, a więc miało zapobiec awanturom przeciwko Żydom, zapewnić normalny tok studiów, który przez te nieustające awantury bywał przerywany i uchronić studentów Żydów przed prześladowaniami i napadami bojówek (izolacja Żydów od innych studentów miała stanowić zaspokojenie żądań prawicy). W istocie prowadziło to — pominąwszy już samą hańbę izolacji — do pogorszenia sytuacji: bojówki miały ułatwione zadanie. We Lwowie dla Żydów przeznaczone zostały ostatnie dwie ławki po lewej stronie (na każdym uniwersytecie było inaczej) i bojówkarze nie musieliby Żydów wśród innych studentów szukać, wiedzieliby z góry, gdzie Żydzi siedzą, ażeby ich łatwo znaleźć i napaść.
We Lwowie w tym okresie rektorem był prof. Kulczyński, który na wprowadzenie getta się nie zgodził i z dużą odwagą (był niepokojony i dręczony nie tylko przez prawicowych studentów, ale również przez swoich kolegów — profesorów) przeciwstawiał się wykonaniu postanowień senatu. Zmuszono go do ustąpienia i wybrany następnie na rektora prof. Bulanda natychmiast „getto” wprowadził.
Studenci Żydzi nie pogodzili się z tym rozporządzeniem, nakazującym im siedzenie w wyznaczonych ławkach, a ponieważ w innych siedzieć nam nie dawano, wysłuchiwaliśmy wszystkich wykładów stojąc na końcu sali, także zresztą w grupie, wszyscy razem (było nas tylko kilku, ale zawsze dodawało to otuchy w razie napadu, choć oczywiście do jakiejkolwiek obrony nie mogło się przyczynić). Zwracam uwagę na liczbę wyznaczonych dla Żydów ławek — d w i e, tyle było aż nadto — mówienie, że nie było numerus clausus w tym świetle jest śmieszne. Takie stanie przez kilka godzin nie było łatwe, nawet kiedy bojówka się nie zjawiała. W jednym wypadku moja koleżanka, Helena Göttlinger, zasłabła i student — Polak, Janusz Wójcikowski, widząc to ustąpił jej swojego miejsca. Drogo za to zapłacił, bo został potem napadnięty przez bojówkę, bardzo ciężko pobity i z wieloma szwami na głowie musiał przez dłuższy czas leżeć w szpitalu.
Podaję nazwiska, bo wiem, że bez tego wszystkie argumenty mogłyby przez „znanego poetę ze Lwowa” być uznane za gołosłowne.
Może jeszcze jeden fakt, o którym nikt nigdy nie wspomniał. Po zabójstwie studenta farmacji Zellermayera sytuacja na terenie zakładów medycyny teoretycznej przy ul. Piekarskiej 52, gdzie do dzisiaj się mieszczą, była tak niebezpieczna, że rodzice studentów II roku medycyny, pomimo ich oporów, zmusili ich do noszenia w czasie obowiązkowych ćwiczeń, których nie można było opuścić, stalowych siatek pod ubraniami. Ślusarz, który te siatki na ich zamówienie wykonał, tak je obliczył, ażeby przez „oka siatki” nie mógł przeniknąć zbyt głęboko lekarski skalpel (skalpelami zabito Zellermayera). Studenci uważali to „urządzenie” za zawstydzające, ukrywali je i nikomu o nim nie wspominali. Dlatego nikt, oprócz dwu z nich — ze mną włącznie — którzy pozostali przy życiu, o tym nie wie. Skończyło się na tym jednym wypadku, dotyczącym wyłącznie studentów II roku medycyny, dla których ukończenie tego roku było wobec istniejącego wówczas systemu warunkiem umożliwiającym kontynuowanie studiów. Nie wiadomo, jak byłyby się sprawy potoczyły dalej, ponieważ w międzyczasie wybuchła wojna, a potem, jak wiadomo, zaszły rzeczy znacznie poważniejsze.
Piszę o tym wszystkim, ponieważ trochę mię oburzyło twierdzenie „lwowskiego poety”, że nigdy we Lwowie nie było numerus nullus ani clausus i Żydów na wyższych uczelniach nie prześladowano. „Zaręczać”, że tak było, można tylko w złej woli, albo z nieświadomości, ale przecież przed takim „zaręczaniem” należałoby sprawę zbadać z obu stron.
Przepraszam, że Panią tak tymi sprawami zajmuję i mam nadzieję, że mi to Pani wybaczy. Z Pani listu miałem wrażenie, że zależy Pani na wyjaśnieniu tych spraw.
Łączę bardzo serdeczne pozdrowienia

Tel Awiw, 23 II 1992



Prof. ELEASAR J. FEUERMAN, M. D.

Ps. Bardzo mię ucieszyła wiadomość, że „Zeszyty” ukazują się w Polsce w nakładzie 10 tysięcy egzemplarzy. Gratuluję, to duży sukces. To jest pocieszające także jako dowód, że jest w Polsce dzisiejszej dość dużo ludzi umiejących ocenić poziom pisma i kwalifikujących się intelektualnie na jego odbiorców. To naprawdę bardzo dobra wiadomość.

ELEASAR J. FEUERMAN ur. 1919 w Wiedniu, zm. 2011 w wieku 92 lat w Tel Awiwie. Ukończył studia medyczne we Lwowie, wojnę spędził w ZSRR, w 1957 wyemigrował do Izraela. Profesor zwyczajny Uniwersytetu Tel-Awiwskiego, lekarz dermatolog, autor ok. 300 prac z tej dziedziny. Publikował wiersze w antologii Pieśń ujdzie cało, w „Nowych Widnokręgach”, „Kuźnicy” (jako JERZY POGORZELSKI). Jego wspomnienia ogłosiliśmy w „ZL” 28.


Zobacz także