Dariusz Czaja, „Gdzieś dalej, gdzie indziej”
ZOFIA ZALESKA

ImageDariusz Czaja, „Gdzieś dalej, gdzie indziej”, Wołowiec, Czarne, 2010, s. 293.

Co można dostrzec we włoskim pejzażu, czego nie zobaczyli wcześniej dawni podróżnicy, co przeżyć, czego inni nie opisali już na kartach niezliczonych dzienników, wspomnień, esejów, nie utrwalili na obrazach, kliszach i taśmach filmowych?„Nie ma nic nudniejszego na tym świecie jak czytanie opisów włoskich podróży — chyba produkowanie tych opisów — i tylko w ten sposób autor może je uczynić do pewnego stopnia znośnymi, jeżeli o samych Włoszech postara się mówić jak najmniej” — pisał Heinrich Heine. Od jego czasów książki o włoskich olśnieniach zyskały status niemal osobnego gatunku literackiego. Lista uprawiających go twórców jest długa: Goethe, Muratow, Piovene, Brodski, Herbert, Herling‑Grudziński, Iwaszkiewicz (który słowa niemieckiego poety umieścił jako motto swoich "Podróży do Włoch") i wielu innych. W wydanym niedawno tomie zatytułowanym Gdzieś dalej, gdzie indziej Dariusz Czaja opisał swe wędrówki po południowych krańcach Półwyspu Apenińskiego. Antropolog i eseista nie konkuruje z minionymi podróżnikami. Przeciwnie, korzysta z ich wiedzy i erudycji, ale tylko w ten sposób, który nie przeszkadza mu doświadczać włoskiego bogactwa po swojemu. Na pierwszych stronach książki notuje co prawda, że: „Podróż włoska dzisiaj to coś między udręką i ekstazą”, ale robi to raczej dla porządku, aby uczynić zadość zasadzie, wedle której każde współczesne pisanie o Włoszech zaczyna się od tłumaczenia się z pisania o Włoszech. W spalonych słońcem i spowitych kurzem krajobrazach Apulii i Basilicaty nie poszukuje, przedstawionego setki razy, piękna włoskiej sztuki, architektury czy przyrody. Uzbrojony w przenikliwe oko, kilka lektur i mapę rusza śladem swych prywatnych muzycznych, etnologicznych, literackich i filmowych fascynacji, które poznajemy w miarę czytania.
Na "Gdzieś dalej, gdzie indziej" składa się kilkanaście szkiców. Są to, jak pisze Czaja, obrazki wybrane na chybił trafił z pokaźniejszego archiwum pamięci. Widzimy na nich między innymi sanktuarium w Monte Sant’Angelo — miejsce pierwszego na chrześcijańskim Zachodzie objawienia Michała Archanioła — i Materę — niezwykłe kamienne miasto, które współcześnie służy często za plan zdjęciowy filmów historycznych. Przyglądamy się barokowej architekturze w Lecce, szalonym tańcom tarrantystów, dowiadujemy, w jaki sposób po południowych szlakach podróżował Muratow, podsłuchujemy kłótnię Tarkowskiego ze scenarzystą Tonino Guerrą, w trakcie której reżyser złości się, że zamiast oglądać Włochy zwykłych ludzi, zwiedza same turystyczne atrakcje. Wspaniale czyta się rozdział poświęcony monumentalnej i tajemniczej budowli Castel del Monte oraz jej równie tajemniczemu twórcy Fryderykowi II. Zastanawia, dlaczego autor pośród wydrukowanych w książce czarno‑białych fotografii z podróży nie zdecydował się umieścić zdjęcia tej przedziwnej twierdzy. Wydaje się, że w tym wypadku obraz doskonale dopełniłby interesującej opowieści. Jego relacją nie rządzą jednak żadne sztywne reguły. Korzystając z wolności, jaką daje forma eseju, Czaja podąża własnymi ścieżkami, odkrywając przed czytelnikiem zapomniane apulijskie historie i krajobrazy. Swoje, zmieniające się często w pogoń za duchami, śledztwa prowadzi bez żadnego napięcia, a do opisywanych postaci i zdarzeń podchodzi z uważnym zaciekawieniem, łagodnością, a nawet pewną czułością, jak we fragmencie opisującym podniebne akrobacje świętego Józefa z Copertino.
Mimo wielości bohaterów głównym tematem tej książki jest oczywiście włoskie Południe. „Apulia nie zaleca się, nie wdzięczy, nie chce się podobać [...] trzyma na dystans, odstręcza może, dziwna kraina, wciąż osobliwa, wciąż nieco obca, nie na czasie, obok czasu, poza czasem, świat latających mnichów, zamków z napowietrznych snów, archaicznych procesji, starych pieśni i obłąkanego baroku, o którego istnieniu nie wie prawie nikt” — pisze Czaja. Obraz Apulii i Basilicaty w "Gdzieś dalej, gdzie indziej" tworzą szczegóły — figura świętego, widok bocznej uliczki, smak lokalnego wina, dźwięki dawnej muzyki i codziennego życia. Południe jawi się w książce jako miejsce, gdzie stare tradycje są wciąż żywe, a zadeptane Włochy odsłaniają nam nowe, nieznane oblicze. Jednak, aby przeżyć podobną przygodę, nie trzeba wcale wyruszać do Apulii. Cała sztuka polega bowiem na sposobie patrzenia, bo — jak pisze Czaja — „Nie ma miejsc nieciekawych, są tylko źle zobaczone”. Jego mistrzami są przede wszystkim uważni obserwatorzy rzeczywistości, którzy dzięki swej wrażliwości i umiejętności dostrzegania pozornie nieważnych detali potrafią przywołać odblaski minionego świata. Są wśród nich cytowani w książce Ferdynand Gregorovius i Paweł Muratow, ale także Sándor Márai oraz W. G. Sebald. Autorowi "Pierścieni Saturna" Czaja poświęcił szkic w swojej poprzedniej książce Lekcje ciemności. Na stronach "Gdzieś dalej, gdzie indziej" nie ma o nim słowa, ale jego melancholijne spojrzenie jest tu wyraźnie obecne.
W ostatnim szkicu autor podaje w wątpliwość istnienie czegoś takiego jak prawda podróżniczego doświadczenia. Mówi wprost, że relacja z wyprawy, jak inne konstruowane po czasie opowieści, jest fikcją, subiektywnym zamknięciem wrażeń w słowach. Pocztówkowe Włochy znajdują się zawsze, jak pisał cytowany w książce Roland Barthes, „gdzieś dalej, gdzie indziej”. Czaję pociąga właśnie owo nieuchwytne i nieoczywiste. Podróż jest dla niego poszukiwaniem sensu, ponieważ — jak notuje — „Tylko obrazy i zdarzenia mające intensywność doświadczeń podróżnych wypełniają przestrzeń naszej pamięci. Nie mamy niczego innego niż tylko te nacięcia w materii czasu. Nic nie jest bardziej nasze, nic bardziej nie utwierdza nas w tajemnej idiomatyce pojedynczego istnienia”. Czaja napisał książkę o Włoszech bez obowiązkowej delektacji, książkę intymną i zajmującą, która oprócz interesujących obrazów Apulii przynosi nam autentyczną przyjemność czytania. Lektura "Gdzieś dalej, gdzie indziej' sprawia, że nabieramy chęci, by ruszyć w drogę po naszych prywatnych mapach podróży. Niekoniecznie w nieznane i bez niepokoju, że coś już było. Bo przecież czyste, niewinne spojrzenie nie istnieje.

ZOFIA ZALESKA

 

 

login

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasła?
Nie masz konta? Załóż je

 
 
Zapisz się na newsletter ZL: