ADAM MICHNIK, Strażnik polskiej nadziei


Andrzej Wajda tworzył kanon polskiego odczuwania historii, nostalgii za wolną Polską, pamięci kampanii wrześniowej, patriotyzmu ułańskiej szarży i ułańskiej lancy.
Był to zarazem patriotyzm pochodzący z ducha Żeromskiego, patriotyzm gorzkiego heroizmu, pełen odwagi nazywania i rozrywania błon podłości na polskich ranach, ale przecież zawsze wypowiadany ku pokrzepieniu serc — serc narodu, który ożył w zniewoleniu i poniżeniu.


ImagePełni smutku przychodzimy dzisiaj na ostatnie spotkanie z Andrzejem Wajdą. Jego odejście pogrążyło w żałobie kulturę polską, całą Polskę. Był Andrzej człowiekiem wielu publicznych zaangażowań i bezcennych, bolesnych inicjatyw. Warszawska Szkoła Filmowa czy krakowska Manggha to tylko promil jego rozlicznych aktywności i obecności w życiu publicznym i w instytucjach społeczeństwa obywatelskiego.
Był jednak Andrzej nade wszystko wielkim artystą. Jego filmy i spektakle teatralne rzeźbiły polską duchowość, obrazowały polskie losy, rozmawiały z nami, widzami, o polskiej dumie i polskim wstydzie, o polskiej glorii i polskiej mizerii.
Jego filmy przypominały nam w mrocznych czasach, czym jest wolność, miłość i piękno. Był Andrzej strażnikiem polskiej nadziei.
Tworzył kanon polskiego odczuwania historii, nostalgii za wolną Polską, pamięci kampanii wrześniowej, patriotyzmu ułańskiej szarży i ułańskiej lancy.
Był to zarazem patriotyzm pochodzący z ducha Żeromskiego, patriotyzm gorzkiego heroizmu, pełen odwagi nazywania i rozrywania błon podłości na polskich ranach, ale przecież zawsze wypowiadany ku pokrzepieniu serc — serc narodu, który ożył w zniewoleniu i poniżeniu.
Każda rozmowa o filmach Andrzeja była nie tylko rozmową o jego geniuszu artystycznym. Zawsze była to rozmowa o Polsce i polskim patriotyzmie. Był to — powiedzmy jasno — patriotyzm Gabriela Narutowicza, a nie jego zabójcy i tych, którzy później otaczali zabójcę kultem.
Andrzej uczył nas wiedzy o przemijaniu i śmierci w pięknym Iwaszkiewiczowskim tryptyku: „Brzezina”, „Panny z Wilka”, „Tatarak”.
Uświadamiał pokoleniom Polaków dorastających wśród fałszu i zakłamania tragedię swojej generacji w „Kanale”, „Popiele i diamencie”, także w „Katyniu”. Te niezwykłe obrazy były napisane mądrością i gniewem, a także specjalnym językiem niedomówień, którym posługiwał się artysta w rozmowie z widzem. Ten język czynił cenzurę bezsilną.
Uczył Andrzej szacunku dla tradycji i potrzeby sporu z tradycją: „Popioły”, „Wesele”, „Ziemia obiecana” — tych obrazów nigdy nie zapomnimy. Nie zapomną ich też nasze dzieci i nasze wnuki.
Po prostu Andrzej był artystą niepowtarzalnym, tyleż narodowym, co uniwersalnym. Cały świat podziwiał jego dzieło. Francuzów fascynował „Dantonem”, Rosjan „Katyniem”.
Aleksander Sokurow, wybitny reżyser rosyjski, żegna Andrzeja słowami: „Był on nadzieją dla tych Rosjan, którzy zachowali sumienie”. Dla Andrzeja, który stracił ojca w zbrodni katyńskiej, a w filmie „Katyń” przywołał twarz szlachetnego Rosjanina, byłyby te słowa z pewnością wielką satysfakcją.
Bowiem Andrzejowi obcy był wszelki szowinizm narodowy, ksenofobia, antysemityzm. Na haniebną kampanię antysemicką z marca 1968 roku odpowiedział filmem „Krajobraz po bitwie”, bolesnym rozrachunkiem z obecnością antysemickiej trucizny wśród Polaków.
Mówiono o Andrzeju, że to ostatni polski romantyk. Nie myślę, żeby to była prawda, bowiem Andrzej zaszczepiał piękno romantyzmu swoim uczniom i swoim widzom, polskiej kulturze współczesnej. Budował ciągłość tradycji od polskiej szkoły filmowej do kina moralnego niepokoju, od akowskiej konspiracji do „Solidarności”.
Jego film „Bez znieczulenia” był zapowiedzią Komitetu Obrony Robotników, a „Człowiek z marmuru” przepowiadał strajk w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 roku i obecność Andrzeja w Stoczni podczas tego strajku. Film „Człowiek z żelaza” i film o Lechu Wałęsie były finalizacją tego wątku — wątku polskiego romantyzmu naszych czasów. Szlakiem wielkiego poety, tak jak w epoce romantycznej: „Słowo stało się ciałem, a Wallenrod Belwederem”.
Filmy Andrzeja to był i pozostanie na zawsze „głos wolny, wolność ubezpieczający”. Ten głos brzmiał dobitnie, gdy byliśmy wolności pozbawieni. I będzie brzmiał dobitnie nadal, gdy będziemy wolności pozbawiani.
Ten głos był kochany przez Polskę Mickiewicza, Żeromskiego, Wyspiańskiego, a znienawidzony przez polskich miłośników podejrzliwości i strachu, pałki i bata. Oni, ci ostatni, nienawidzili Andrzeja. Ta nienawiść, która towarzyszyła Andrzejowi nieprzerwanie, była świadectwem jego wielkości w tej samej mierze co tamta miłość.
Bowiem Andrzej potrafił prawdziwie i pięknie malować naszą niepiękną przecież ojczyznę, tylekroć deptaną przez cudzą przemoc i własną niegodziwość.
Na koniec niech wolno mi będzie powiedzieć coś bardzo osobistego. Andrzej Wajda był jednym z założycieli „Gazety Wyborczej”. Często gościł na naszych łamach. Był to dla nas zaszczyt i wyróżnienie. Dziękuję Ci, Andrzeju, w imieniu „Gazety Wyborczej”, w imieniu całej Agory.
Bywałem gościem w żoliborskim mieszkaniu Krysi i Andrzeja. Miałem szczęście być obdarowany ich przyjaźnią. Był to dar bezcenny. Zostanie on we mnie na resztę moich dni.
Dziękuję Ci, Andrzeju, z całego serca.
Na koniec posłużę się słowami poety, którego znałeś i szanowałeś. W zakończeniu wiersza „Grób matki” pisał Czesław Miłosz:

Pomóż mi stworzyć miłość wiecznie żywą
Z mojej wytrwałej ze światem niezgody,
Natchnień i czynów jedyne ogniwo
Nieznane tworom bezmyślnej przyrody.
Rzecz tylko ludzką, w którą elektronów
Rój obojętnie pociskami praży,
Dzieło istoty, która w wielkim domu
Samotna mieszka z pleśnią swojej skazy.
Punkt nieruchomy, co dziejom na przekór
Na złe i dobre dzieli to co płynne,
Pomóż mi, matko, umocnić w człowieku,
Ty, co znasz moje przysięgi dziecinne.
Spraw, niech mojego nie składam ciężaru.
Niech wiatr od Wisły biegnie oceanem.
Żeś chciała życia udzielić mi daru,
Bądź pozdrowiona w imię Boga. Amen.

Żegnaj, Wielki Artysto, wielki Polaku, dobry przyjacielu. Bądź pozdrowiony w imię Boga. Amen.
ADAM MICHNIK


Mowa wygłoszona podczas mszy żałobnej w intencji Andrzeja Wajdy w kościele Świętego Jacka w Warszawie, 18 X 2016. Tytuł pochodzi od Red. „ZL”.

Komentarze

Napisz komentarz
Imię:Gość
Tytuł:
Komentarz:

 

 

login

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasła?
Nie masz konta? Załóż je

 
 
Zapisz się na newsletter ZL: